Żyjemy pod ciągłą presją dopasowania narzuconych nam wzorów piękna, efektywności, kreatywności czy bycia fit. Presja jakiej doświadczamy bombarduje nas z każdej strony w formie obrazów idealnych postaci, przedstawionych na łamach kolorowych magazynów, telewizji czy mediów społecznościowych. Wszystkie te obrazy nakłaniają nas by stać się kimś innym niż jesteśmy, kimś lepiej dopasowanym do norm społecznych. Paradoksalnie jesteśmy skłaniani do „bycia sobą”, ale w narzuconej z zewnątrz wersji. W efekcie trudno jest określić co jeszcze mieści się w formule „bycia sobą”, skoro ideał jest nam narzucony z zewnątrz.

W obecnej kulturze najbardziej przeraża jej powierzchowność, nacisk na umiejętność przystosowania do ciągle zmieniających się trendów i norm. Na zmianę nie ma czasu, musisz się zmienić już teraz, natychmiast, nie ma tutaj przestrzeni na kontakt z własnymi uczuciami, nie ma możliwości poznania własnych potrzeb. Presja obrazu jest tak wielka, że ja automatycznie, bezrefleksyjnie decyduje się na zmianę własnego wyglądu czy stylu życia. Metamorfoza odbywa się bez kontaktu ja z tym czego realnie potrzebuje, a uczucia zostają zatrzymane lub wyparte jako niepotrzebny balast, który opóźnia efekty przemiany.

Być może gdybyś zapytał sam siebie jak doświadczasz własnego ciała i siebie, to nigdy nie decydowałbyś się na to by stać się kimś innym, bo uświadomienie sobie własnego istnienia wiązałoby się z poczuciem satysfakcji z faktu, że jesteś wystarczająco dobry. To jednak wiąże się z akceptacją własnego istnienia i poczuciem własnej ważności. Niestety coraz rzadziej dochodzi do tego, że czerpiemy satysfakcję z faktu, że istniejemy. Zamiast tego doświadczamy poczucia braku i czujemy się niewystarczający, stąd staramy się osiągać kolejne idealne wersje siebie.

Takie narcystyczne dążenie według Lowena wiąże się z szaleństwem, ponieważ w jego wyniku jednostka pozostaje w bliższym kontakcie z idealnym obrazem, do którego dąży niż z własnym ciałem. Presja osiągnięcia idealnego „ja”, doprowadza do znieczulenia się na wrażenia z własnego ciała. Brak świadomości tego co dzieje się w ciele, zatrzymywanie czy wypieranie emocji sprawiają, że tracimy kontakt z rzeczywistością, dążąc do nierealnego obrazu. Niektórzy uczeni uważają, że postawa narcystyczna stoi u podłoża większości zaburzeń psychicznych, ze względu na zniekształcony odbiór otoczenia przez jednostkę. Brak samoakceptacji i bezustanna pogoń za kolejnymi wersjami siebie nigdy się nie kończy a gratyfikacja otrzymywana w wyniku chwilowego zbliżenia się do ideału trwa krótko, co tylko potęguje cierpienie i frustrację.

Terapia jest sposobem na zatrzymanie tej pogoni. Jest próbą nawiązania kontaktu ze sobą. Wartość kontaktu terapeutycznego pomiędzy klientem/pacjentem a terapeutą leży w położeniu właściwego nacisku na to co jest realne, czyli wydarza się podczas sesji terapeutycznej. Urealnianiu ulega m. in. całość fenomenologii klienta/pacjenta (jego gesty, słowa, emocje), co daje mu szansę doświadczyć siebie w kontakcie z drugim – terapeutą. Bycie w autentycznym kontakcie ze sobą i terapeutą staje się korygującym doświadczeniem dla klienta/pacjenta. Sprawia ono, że klient/pacjent przestaje dążyć do wyimaginowanych celów, na rzecz realizowania własnych potrzeb, co w konsekwencji doprowadza do osiągnięcia życiowej satysfakcji.

Barbara Cetnar – Miech